Czarownica i znikające lampiony
W pewnym małym miasteczku, gdzie każdy znał się z sąsiadem, mieszkała czarownica o imieniu Lila. Lila była bardzo miłą czarownicą, która zamiast straszyć ludzi, wolała im pomagać. Jej dom był otoczony pięknym ogrodem, w którym rosły kolorowe kwiaty i zioła. Każdego roku, w noc Święta Lampionów, mieszkańcy miasteczka wieszali na drzewach kolorowe lampiony, które oświetlały całą okolicę.
Pewnego dnia, gdy zbliżało się Święto Lampionów, Lila zauważyła, że coś dziwnego się dzieje. W nocy, kiedy lampiony powinny świecić, zniknęły jeden po drugim.
„To bardzo dziwne!” – pomyślała Lila, przeczuwając, że musi coś z tym zrobić. Postanowiła, że wyruszy w nocną przygodę, aby odkryć, kto kradnie lampiony. Wzięła swoją różdżkę, założyła czarny kapelusz i ruszyła w stronę miasteczka.
Gdy dotarła na rynek, zobaczyła przyjaciół z miasteczka, którzy byli zmartwieni.
„Czemu jesteście tacy smutni?” – zapytała Lila.
„Lampiony zniknęły!” – odpowiedziała Ania, mała dziewczynka z długimi warkoczami. – „Nie możemy obchodzić Święta Lampionów bez nich!”
„Nie martwcie się, znajdę je!” – zapewniła Lila z uśmiechem. – „Muszę tylko dowiedzieć się, kto je zabiera.”
W miasteczku była stara legenda o tajemniczym stworzonym zwanym Mrokus, który lubił kradnąć światło. Lila postanowiła, że spróbuje go znaleźć i przekonać do oddania lampionów.
„Jak myślicie, gdzie mogę go znaleźć?” – zapytała mieszkańców.
„Mówią, że Mrokus żyje w ciemnym lesie na skraju miasteczka” – odpowiedział Tomek, chłopiec z zapałem do przygód.
„Dobrze, w takim razie wyruszam w poszukiwaniu Mrokusa!” – zdecydowała Lila. – „Możecie mi towarzyszyć!”
Cała grupa dzieci postanowiła przyłączyć się do Lili. Wspólnie przeszli przez miasteczko, a następnie weszli do ciemnego lasu. Drzewa były wysokie, a liście szumiały na wietrze.
„Nie bójcie się! Jesteśmy razem!” – zachęcała Lila. – „Musimy tylko uważać na Mrokusa.”
Po chwili wędrówki dotarli do małej polany, gdzie zobaczyli błyskające światełka. To były lampiony! Ale Mrokus był tam też – mały, puchaty stworek z wielkimi oczami, który bawił się lampionami.
„Hej, Mrokus! Dlaczego zabierasz lampiony?” – zawołała Lila, podchodząc ostrożnie.
Mrokus spojrzał na nią z zdziwieniem.
„Bo są takie piękne i świecą tak jasno!” – odpowiedział stworek. – „Chciałem, aby były tylko dla mnie.”
„Ale lampiony są dla wszystkich!” – powiedziała Lila. – „Bez nich Święto Lampionów nie ma sensu. Możesz je mieć, ale musisz je dzielić.”
Mrokus zastanowił się chwilę, a potem powiedział:
„Możesz mieć rację. Lubię mieć przyjaciół, ale nie wiedziałem, że lampiony są tak ważne dla innych.”
„Możesz pomóc nam je zawiesić na drzewach!” – zaproponowała Ania. – „Razem będzie to zabawa!”
Mrokus się uśmiechnął.
„Tak, to świetny pomysł! Chcę być częścią waszego święta!” – zawołał z radością.
Wspólnie wrócili do miasteczka, niosąc lampiony. Mrokus pomógł dzieciom wieszać je na drzewach, a wszyscy mieszkańcy z radością przyglądali się jego wysiłkom.
„Dziękujemy, Mrokusie!” – wołał Tomek. – „Teraz nasze Święto Lampionów będzie jeszcze piękniejsze!”
W końcu, gdy nastał wieczór, lampiony świeciły jasno, a całe miasteczko zjednoczyło się w radosnym świętowaniu. Lila, Mrokus i dzieci tańczyli pod blaskiem kolorowych światełek.
„Cieszę się, że mogę być z wami!” – powiedział Mrokus, a jego oczy świeciły radością. – „Teraz wiem, jak ważne jest dzielenie się z innymi.”
„Dokładnie!” – zgodziła się Lila. – „Dzieląc się, możemy mieć jeszcze więcej radości.”
Od tego dnia Mrokus stał się przyjacielem mieszkańców miasteczka. Co roku pomagał im wieszać lampiony, a Święto Lampionów stało się jeszcze bardziej magiczne dzięki jego obecności.
I tak, przy blasku lampionów, Lila, Mrokus i wszyscy mieszkańcy miasteczka żyli długo i szczęśliwie, wiedząc, że prawdziwe szczęście tkwi w dzieleniu się z innymi.